26 stycznia 2010
To My - jak mawia mama - dwa "bumbule"
Kiedy patrzę na Ojca śpiewającego Lulce jeszcze bardziej głupawą piosenkę własnego autorstwa niż ja dnia poprzedniego, choć wydawało mi się, że już nic bardziej idiotycznego wymyślić się nie da... albo kiedy myślę o tym jak wyglądam, wyginając śmiało ciało w rytm muzyki lub wykrzywiając swoją twarz na coraz bardziej głupkowate sposoby... - zachodzę w głowę, jak to się dzieje, że małe dziecko potrafi z poważnych ludzi zrobić totalnych świrów...?
Jeden mały uśmiech Julki czyni cuda a co dopiero rozkoszny rechot! A że śmiech jest zaraźliwy, to najczęściej jednak trochę wymuszony chichot naszej produkcji (wywołujący z kolei radość Lulca) wraca do nas ze zdwojoną siłą! Nasz dom nigdy nie był tak pełen uciechy jak teraz - serotonina wprost tryska kaskadami! Uśmiechy prawie nie schodzą z naszych twarzy. No bo jak tu z posępną miną do dziecka podejść? Niech się znajdzie taki co potrafi...
Więc chcąc nie chcąc, cokolwiek się dzieje, jest... jakoś tak pozytywnie. Skaczemy, śpiewamy, wygłupiamy się... i idzie nam na zdrowie. Polecam wszystkim!
24 stycznia 2010
21 stycznia 2010
20 stycznia 2010
CUDOWNE DZIECKO
MAM GENIALNE DZIECKO. Zapamiętajcie moje słowa. Już widzę te nagłówki gazet: "3-letnia dziewczynka uczy rodziców obsługi komputera" albo "Cudowne dziecko z Kalisza opatentowało nowy język programowania"...
Oczywiście nie są to bezpodstawne mrzonki. Mam uzasadnione powody by tak sądzić. Powiedziałam wczoraj do Julki:
- Jula, pokaż jęzora...
A ona na to z wyrazem skupienia na twarzyczce, wysilając się troszkę pokazała język.
Próbowałam tak parę razy i Tatulec też próbował żeby mieć pewność, że to nie przypadek.
I za każdym razem się udało! No więc czyż nie jest genialna??!!
18 stycznia 2010
Bańka mydlana
Jula wykazuje ostatnio ogromną potrzebę posiadania autonomicznej przestrzeni życiowej... To coś jak bańka mydlana wokół mojej małej córeczki stworzona przez nią samą... Wiąże się to ze swoistym nacjonalizmem domowym... rodzice bowiem są zawsze w obrębie tej banieczki mile widziani. Wówczas często na małej twarzyczce pojawia się ogromny i przeuroczy uśmiech przyzwolenia.
Jednakże inaczej sprawa się ma z wszelkiego rodzaju Nie-domownikami... Obcymi... Innymi (ciociami, babciami itp. najbardziej obrywa się babci Ali) Nawet jeśli to tylko ciocia Iwonka, babcia czy dziadek (szczególnie niskie głosy i wąsate twarze nie przypadają małej do gustu)... Dopóki goście zachowują zdrowy dystans wszystko jest w porządku, Lulka łaskawie znosi ich obecność, wykazuje się tolerancją nawet dla ich gwałtownych wybuchów śmiechu... Patrzy tylko bystro i obserwuje wszystkich swoimi wielkimi oczami...
Ale niech ktoś spróbuje naruszyć przestrzeń powietrzną Lulca! Nie daj boże zechce wziąć ją na ręce!! Uważne spojrzenie zamienia się w podejrzliwe... dołączają ostrzegawcze mruknięcia... a kiedy nawet to nie odstrasza intruza, który niedomyślny wciąż narusza magiczną granicę... no cóż, pozostaje jeszcze ostateczny ale niezawodny środek w postaci wymuszonego płaczu. A nawet histerycznego ryku. Na to nie ma mocnych!
Oczywiście zdarza się, że moje dziecko zadowolone ląduje na rękach u kogoś "obcego". Ale tylko wtedy kiedy samo ma na to ochotę i zdarza się to ostatnio bardzo rzadko...
Jednakże inaczej sprawa się ma z wszelkiego rodzaju Nie-domownikami... Obcymi... Innymi (ciociami, babciami itp. najbardziej obrywa się babci Ali) Nawet jeśli to tylko ciocia Iwonka, babcia czy dziadek (szczególnie niskie głosy i wąsate twarze nie przypadają małej do gustu)... Dopóki goście zachowują zdrowy dystans wszystko jest w porządku, Lulka łaskawie znosi ich obecność, wykazuje się tolerancją nawet dla ich gwałtownych wybuchów śmiechu... Patrzy tylko bystro i obserwuje wszystkich swoimi wielkimi oczami...
Ale niech ktoś spróbuje naruszyć przestrzeń powietrzną Lulca! Nie daj boże zechce wziąć ją na ręce!! Uważne spojrzenie zamienia się w podejrzliwe... dołączają ostrzegawcze mruknięcia... a kiedy nawet to nie odstrasza intruza, który niedomyślny wciąż narusza magiczną granicę... no cóż, pozostaje jeszcze ostateczny ale niezawodny środek w postaci wymuszonego płaczu. A nawet histerycznego ryku. Na to nie ma mocnych!
Oczywiście zdarza się, że moje dziecko zadowolone ląduje na rękach u kogoś "obcego". Ale tylko wtedy kiedy samo ma na to ochotę i zdarza się to ostatnio bardzo rzadko...
17 stycznia 2010
16 stycznia 2010
12 stycznia 2010
;)
Jesteśmy już razem 3 miesiące i jest nam bardzo fajnie, świetnie się bawimy, uczymy się siebie nawzajem ;)
Luli osiągnięcia do tej pory to:
-plucie smokiem na wielkie odległości
-wyciąganie i wkładanie smoka do buźki
-trzymanie w rączce zabawki, wymachiwanie grzechotką
-krzyki, gaworzenie, gruchanie ;)
-w pozycji "na brzuszku" trzyma główkę w górze kilkanaście sekund
-samodzielne trzymanie butli z jedzeniem
-przesypianie całej nocy we własnym łóżeczku ;)
czekamy na kolejne wielkie osiągnięcia ;)))
LULA LUBI: głupawe piosenki swoich rodziców, niekontrolowane wymachy nóżkami, wszelkiego rodzaju krzyki, piski, gruchania
i warczenia (wydobywające się z jej własnej buzi rzecz jasna) byle były głośne i zagłuszały wszystko inne wokół...
LULA NIE LUBI: nudy - kiedy przez dłuższą chwilę ma w zasięgu rączek tą samą zabawkę lub nie ma nic ;) ubierania czapeczki po kąpieli...
Luli osiągnięcia do tej pory to:
-plucie smokiem na wielkie odległości
-wyciąganie i wkładanie smoka do buźki
-trzymanie w rączce zabawki, wymachiwanie grzechotką
-krzyki, gaworzenie, gruchanie ;)
-w pozycji "na brzuszku" trzyma główkę w górze kilkanaście sekund
-samodzielne trzymanie butli z jedzeniem
-przesypianie całej nocy we własnym łóżeczku ;)
czekamy na kolejne wielkie osiągnięcia ;)))
LULA LUBI: głupawe piosenki swoich rodziców, niekontrolowane wymachy nóżkami, wszelkiego rodzaju krzyki, piski, gruchania
i warczenia (wydobywające się z jej własnej buzi rzecz jasna) byle były głośne i zagłuszały wszystko inne wokół...
LULA NIE LUBI: nudy - kiedy przez dłuższą chwilę ma w zasięgu rączek tą samą zabawkę lub nie ma nic ;) ubierania czapeczki po kąpieli...
10 stycznia 2010
Sunday smile
Fajnie tak się pouśmiechać i pośmiać sobotnio-niedzielnie :) pogaduchy i pyszności do jedzenia dobrze robią jeśli śnieg na ulicach po kolana! szkoda tylko, że weekedny trwają tylko dwa dni - dla mnie zdecydowanie o dwa dni za krótko. Nie wiem kto to wymyślił, ale mógłby się bardziej postarać... ;)
4 stycznia 2010
3 stycznia 2010
2 stycznia 2010
Nasza debiutantka ;)
Juleńka od dziś śpi w nocy w swoim pokoiku, przesypia pięknie całą noc i budzi się bardzo zadowolona ;)
1 stycznia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)
